DE EN FR ES PL

" W owym czasie wyprawa działała w warunkach pionierskich niewiele odbiegających od czasów podbojów Arktyki"

Czerwiec 26, 2016

" W owym czasie wyprawa działała w warunkach pionierskich niewiele odbiegających od czasów podbojów Arktyki"

Zdjęcie Biwak grupy terenowej na lodowcu (M.S.Zalewski)

W 1962 r. przebywałem z letnią wyprawą polarną Polskiej Akademii Nauk na Spitsbergenie Zachodnim, największej wyspie archipelagu Svalbard położonego za kręgiem polarnym. W owym czasie wyprawa działała w warunkach pionierskich niewiele odbiegających od czasów podbojów Arktyki na przełomie XIX i XX wieku. Dotyczyło to warunków bytowania, transportu, wyżywienia i in. O takich sprawach jak helikoptery, skutery śnieżne czy choćby zaprzęgi psie nie mówiąc już o świeżej żywności przez cały okres trwania wyprawy mogliśmy jedynie pomarzyć. Przeważającym składnikiem diety, zwłaszcza grup terenowych pracujących na lodowcach były spożywane w dużych ilościach płatki owsiane zalewane słodzonym lub niesłodzonym skondensowanym mlekiem, makaron, jaja w proszku oraz mielonka wieprzowa w konserwach. Jeśli chodzi o konserwy, to wybór był większy, ale niechętnie wykorzystywany ze względu na wagę ładunku, który trzeba było na własnych plecach wnieść lub zaciągnąć na saniach do miejsc badań terenowych. Mrożone lub suszone mięso w warunkach dużej wilgotności powietrza i temperaturach oscylujących miedzy plus i minus 5 stopni Celsjusza psuły się bardzo szybko.


Glacierzdjęcie Okolice polskiej stacji polarnej- widok ze stacji na Zatokę Białych Niedźwiedzi i lodowiec Hansa (J.Pruchnicki)

Pod koniec trwania wyprawy do bazy wyprawy na pokładzie statku gubernatora wyspy przybył austriacki alpinista i himalaista Fritz Moravec z zamiarem zdobycia najwyższego szczytu Spitsbergenu - Hornsundtindu (1431 m npm). Oczekiwany przez niego towarzysz wspinaczki, który miał przybyć innym statkiem, nie pojawił się jednak w określonym czasie. Okazało się także, że nie przypłynie statek, którym Fritz miał powrócić do Europy. W zaistniałem sytuacji kierownik polskiej wyprawy zaproponował Austriakowi rozbicie namiotu na terenie bazy, co wiązało się także z zaproszeniem "do stołu", czyli skorzystania z naszych zasobów żywnościowych. Fritz Moravec z wdzięcznością skorzystał z zaproszenia stając się pełnoprawnym uczestnikiem polskiej wyprawy, ze względu na swoje doświadczenie wysokogórskie niezwykle pomocnym w pracach terenowych na lodowcach i w górach Spitsbergenu.


Mountain zdjęcie Polska stacja polarna w fiordzie Hornsund na Spitsbergenie latem 1960 r. (J.Pruchnicki)

Jednak niezwykle sceptycznie odniósł się do naszych opartych na konserwach racjach żywnościowych i zaproponował, że podzieli się z nami jego zapasami żywności. To z kolei wzbudziło nasze podejrzenia, gdyż te jego "zapasy żywności" mieściły się w zaledwie dwóch niewielkich rozmiarów workach transportowych. Nasze wątpliwości szybko zamieniły się w zdumienie i podziw, gdy Fritz wyciągnął z worków szczelnie pozamykane pudełka i plastikowe woreczki, z których wysypywał gruboziarnisty proszek zalewając go następnie zimną wodą. Po pół podzinie proszek zamieniał się w skrawki marchewki, ogórka, pomidora a nawet zielonej sałaty o wyglądzie i smaku zbliżonym do naturalnych produktów. W żywnościowych racjach Fritza znajdowały się także spreparowane w ten sam sposób owoce, a także befsztyki i mięso z drobiu. To był mój pierwszy kontakt z żywnością liofilizowaną, to jest pozbawioną wody przez odparowanie i przez to bardzo lekką, i tylko w niewielkim stopniu pozbawioną pierwotnych walorów smakowych i odżywczych.

Jak sądzę, od tamtego czasu w technologii produkcji tej żywności nastąpił postęp dzięki czemu stała się niezastąpiona w turystyce, sportach wysokogórskich, podróżach kosmicznych i in.


Snowy mountain rangezdjęcie Okolice polskiej stacji polarnej (2) - widok ze stacji na fiord Hornsund i najwyższy szczyt Spitsbergenu - Hornsundtind (1431 m npm na ostatnim planie) (J.Pruchnicki)
 

O autorze

O autorze Z wykształcenia jestem hydrotechnikiem, hydrologiem i meteorologiem. W wyprawach polarnych Polskiej Akademii Nauk na Spitsbergen uczestniczyłem w latach 1957-1962, od 1958 roku jako ich organizator i kierownik techniczny. W kolejnych latach pracowałem jako nauczyciel akademicki w Politechnice Warszawskiej, w Instytucie Meteorologii i Gospodarki Wodnej, i w końcu w Światowej Organizacji Meteorologiczne w Genewie. Od 2000 roku na emeryturze





Zostaw komentarz